niedziela, 19 września 2010

Maly Mezczyzna i "Dyniowy Festyn".



Dwa tygodnie temu bylismy z Malym na "Dyniowym Festynie" (tzw. Kürbisfest) organizowanym przez jedno z okolicznych gospodarstw - Gertrudenhof (klik). Takie festyny sa tutaj dosc popularne a ludzie chetnie biora w nich udzial (w innym gospodarstwie organizowany jest np. "Truskawkowy Festyn" (tzw. Erdbeerfest) czy np. Apfelfest ("Festyn Jablkowy", na ktory wybieramy sie juz za tydzien:)

Gospodarstwo, lub jak kto woli farma, lezy calkiem niedaleko, bo tylko ok. 10 km od mojego miasta. Jezdzimy tam czesto, nawet bez okazji aby spedzic milo sobotnie lub niedzielne popoludnie.



Najwieksza atrakcja dla Malego jest "mini zoo" ze zwierzetami, ktore moze do woli karmic a nawet glaskac (obok koz i owiec sa tam krowy, swinie, kucyki, alpaki, osly, a nawet jeden 8-letni yak, ktorego adoptowano z cyrku; w oddzielnym pomieszczeniu znajduja sie natomiast kury wszelkiego gatunku i kroliki).















Wystarczy tylko kupic specjalna karme - cos w rodzaju sprasowanego siana, pocietego na male kawaleczki (dla kur jest oczywiscie ziarno) i juz mozna malymi lapkami karmic wyczekujace zwierzeta :)



Oprocz mini zoo jest rowniez bardzo duzy plac zabaw dla dzieci z roznymi atrakcjami (oprocz typowych "bujaczek", slizgawek i piaskownicy jest tam rowniez karuzela). Jesli ktos zglodnieje moze sie posilic kupujac np. kielbaske z grilla :) A na deser gofry na patyku (!) i pyszne lody (probowalam, sa naprawde doskonale:))



Gospodarstwo oferuje rowniez wiele sezonowych warzyw i owocow: miedzy innymi mlode ziemniaki, dynie, kalafior, brokuly, pomidory, rabarbar, truskawki, sliwki, jablka, morele, brzoskwinie itp. jak rowniez miody, nalewki, wina (dyniowe (!) wino musujace, ktore kupilismy smakowalo rewelacyjnie), konfitury, dzemy, przetwory, mleko i sery a takze kwiaty (np. roze czy sloneczniki). Jednym slowem raj dla kogos takiego, jak ja :)







Wracajac do festynu... Trwal dwa dni pelen byl roznego rodzaju atrakcji. Dzieciom oferowano m.in. zwiedzanie gospodarstwa czy malowanie "buziek" :) Mozna rowniez bylo sprobowac zupy dyniowej i plackow z dyni (byly naprawde przepyszne), posluchac na zywo muzyki czy, co najwazniejsze, zaopatrzyc sie w dynie :)



Wybor dyni byl naprawde przeogromny co mozecie zobaczyc na ponizszych zdjeciach i ciezko mi bylo zdecydowac sie na jakas konkretna odmiane. Kupilam oczywiscie dynie Hokkaido, maslowa (Butternut) i male dynki do faszerowania i zapiekania, ktorych nazwy niestety nie pamietam :) Oprocz tego dwie torby jablek i dyniowe wino musujace (Kürbis Secco), o ktorym wspomnialam juz wyzej.














Obladowana i uradowana udanymi zakupami wrocilam do domu :)) A co przygotowalam pysznego z zakupionych dyni? O tym bedzie w nastepnym poscie :))

21 komentarzy:

  1. Jezu, Majka... Jak ja Wam tego zazdroszczę... Ja też chcę na taki festyn...!!! Pamiętam kiedyś wracając z Czech przejeżdżałam przez jakiąś Austriackią wioseczkę, a tam po obu stronach ulicy dynie, dynie, dynie... pod każdym domem...|Coś niesamowitego... Pod wpływem Twoich klimatycznych zdjęć wspomnienie ożyło... Szkoda, że to, które proponujesz po zachodniej stronie Deutschlandów... Dobrej nocy, Majeczko, a Mały już nie taki mały:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jej, jak pięknie :) Na kolana powalił mnie wybór dyń, ich barwy i sama kompozycja... CUdo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet nie wiesz jak ja Ci zazdroszczę takiej wyprawy :) Cudownie duzy wybór dyń , no i w ogóle fajna wycieczka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. u mnie można kupić dwie dynie na krzyż (; piękne zdjęcia!
    i ciekawa jestem smaku wina dyniowego.

    OdpowiedzUsuń
  5. przecudne fotografie ;]
    och, z jaką chęcią bym się wybrała na taki festyn. istny raj dla miłośników dyni, kolorów i fotografii. można nieźle poeksperymentowac z aparatem, co widac na Twoich zdjęciach ;]

    OdpowiedzUsuń
  6. Majko, wspanialy ten festyn! Ten, na ktory mialam jechac w tym roku niestety zostal odwolany :( Ale to nic, w dynie zaopatrzylam sie na innej farmie - 'self service' ;)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. O to moja Julia byłaby tam w siódmym niebie. Widzę, że to miejsce dla niej.
    I tyle dyni raduje me oczy :) Pewnie bym wyszła obładowana nimi.

    p/s Ja zamówiłam sobie dwie dynie i też mam co do nich już plany :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale super festyn! Sama cieszyłabym się na nim jak dzieciak :)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Majko! Ależ Wam zazdroszczę - też chcę na taki festyn!!! I czekam z niecierpliwością na dyniowe pyszności;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dlaczego tutaj nie ma takich festynów z prawdziwego zdarzenia? Czekam na te smakowitości z wielką niecierpliwością:)))

    OdpowiedzUsuń
  11. świetna relacja i zdjęcia
    z przyjemnościa obejrzałam

    OdpowiedzUsuń
  12. Kurczaki... zazdroszczę takiego dyniowego szaleństwa. Mi się marzy dżem dyniowy z pomarańczą lub cytrynką... pozdrowionka.

    OdpowiedzUsuń
  13. alez obrazkowa uczta.. kolorowa, cudowna.

    OdpowiedzUsuń
  14. Fantastyczne dynie! Nic tylko brać garściami!

    OdpowiedzUsuń
  15. Niesamowite miejsce! Tym, nad czym ogromnie ubolewam w Polsce, jest to, że u nas, w kraju rolniczym, takich "otwartych gospodarstw" oferujących tak niesamowity wybór warzyw i owoców jest jak na lekarstwo. W mojej dalszej i bliższej okolicy nie ma na pewno ani jednego. Karygodne!

    Cudne zdjęcia. Zazdroszczę! ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  16. W bardzo podobny sposób spędziłam ostatni weekend! Też było zoo i wesołe miasteczko, tylko nieco większe :).
    Smaku dynii nie lubię, ale zawsze podobały mi się takie małe okazy jako dekoracje, np, do kuchni.

    OdpowiedzUsuń
  17. Fantastyczny weekend za Wami. Lubię takie festyny odwiedzać. Te dynie są fantastyczne. Pozdrawiam i czekam na danie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Maju, sprawiasz, że tęsknię, wiesz?
    niedaleko nas jest co roku wielka wystawa dyń, w Ludwigsburgu... i tam też tak dużo różnych dyń jest co roku. I figury z dyń, w zeszłym roku było bajkowo :)

    Fajny ten Twój Mały :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Tak napisałam, jakbym jeszcze w swoim małym miasteczku mieszkała... a to czas przeszły już przecież... ech!

    OdpowiedzUsuń
  20. Najpierw zobaczylam krowę i się uśmiechnelam. Potem zobaczyłam koze i o mało co nie popłakałam się ze śmiechu :D

    OdpowiedzUsuń