poniedziałek, 21 stycznia 2013

"Białe trufle" Nicole Mary Kelby i konkurs.



Smakowita opowieść o miłości, jedzeniu i miłości do jedzenia

"Białe trufle" to zmysłowa opowieść o najznakomitszym kucharzu Francji, który gotował dla Ritza i w londyńskim Savoyu, przyjmował na swych kolacjach koronowane głowy i całą artystyczną śmietankę Paryża. To historia wielkich miłości i namiętności skąpanych w smakach i zapachach, której lekturę można porównać do delektowania się wykwintnym jedzeniem.

Kiedy Delphine pierwszy raz odwiedziła Escoffiera w jego kuchni, zrozumiała, co mają na myśli ludzie, którzy mówią, że jest prawdziwym artystą. Specjalnie dla niej oprószył jajka posiekanym masłem, dodał śmietanę, umieścił krem w kieszonkach z brioszek i położył je na porcelanowych talerzach. Jeden kęs. Jeden pocałunek. Przepadła. Tak jak zresztą i inne kobiety, które Escoffier uwodził jedzeniem.

Ten, kto nie ma dobrego podejścia do kobiet, nie zostanie nigdy wielkim szefem kuchni.

Kim był Auguste Escoffier?

Georges Auguste Escoffier (ur. 28 października 1846 w Villeneuve-Loubet, zm. 12 lutego 1935 w Monte Carlo) - francuski szef kuchni, restaurator, autor książek kucharskich klasycznej kuchni francuskiej. Opracował i spopularyzował kanon francuskiej kuchni lekkostrawnej. Jest on legendą wśród kucharzy i smakoszy i był jednym z najważniejszych liderów w rozwoju nowoczesnej kuchni francuskiej.

Escoffier był autorem „Le Guide Culinaire”, który jest nadal używany jako książka kucharska i podręcznik gotowania. Receptury, techniki i podejście do zarządzania kuchnią opracowane przez Escoffiera mają zastosowanie również dziś i zostały przyjęte przez szefów kuchni i restauracji, nie tylko we Francji, ale na całym świecie.

Swoim potrawom nadawał nazwy związane z ukochanymi kobietami, muzami, kochankami. To Escoffier stworzył deser Melba (Pêche Melba) na cześć australijskiej śpiewaczki operowej Nellie Melby.

Pracował m.in. dla Césara Ritza w jego restauracjach hotelowych oraz w londyńskim Savoyu-u. W 1870, w czasie wojny francusko-pruskiej, pełnił rolę szefa kuchni przy francuskim sztabie generalnym w Metzu.

Obecnie, w domu w którym się urodził Escoffier (w miejscowości Villeneuve-Loubet, Alpes-Maritimes, w pobliżu Nicei), jest Musee de l'Art Culinaire, prowadzone przez Fundację Auguste Escoffier.



Kilka slow o autorce.

Nicole Mary Kelby - amerykańska pisarka polskiego pochodzenia (jej ojciec pochodził z Krakowa), autorka opowiadań i powieści.
Mieszka na Florydzie, gdzie pracowała jako reporterka, wydawca i pedagog. Jest autorką pięciu książek, w tym bestsellera In The Company of Angels, wielokrotnie nagradzanej kolekcji opowieści Travel Guide for Reckless Hearts
i książki The Constant Art of Being a Writer: The Life, the Work & the Business of Fiction (Writer’s Digest Books). Przez Southern Arts Federation została mianowana "Wybitną Południową Artystką". Jej książki uzyskały liczne nagrody, w tym Złoty Medal od Florida Book Awards, zostały też przetłumaczone na kilka języków, są polecane m.in. przez The Literary Guild, a dwie jej powieści Theater of the Stars i Whale Season są rekomendowane do ekranizacji. Nicole Mary Kelby pisze też bloga At Escoffier’s Table, gdzie bada duchowe, etyczne
i literackie wpływy sztuki kulinarnej.

Nicole Mary Kelby odwiedzi Warszawę w dniach 22-24 stycznia.


Premiera książki: 24 stycznia 2013
Książka ukazuje się w roku, w którym przypada 110-ta rocznica wydania przez Auguste Escoffiera książki Le guide culinaire – biblii współczesnej kuchni francuskiej.



Fragmenty książki

Tamtego lata w kuchni unosił się zapach anyżku, przyprawy do marynat i jagód jałowca. Dżem arbuzowy, galaretki z lawendy i kandyzowany koper włoski stygły powoli na półkach w spiżarni. Pikle z mango i cebuli, takie jak dawniej w Londynie, dojrzewały w słoikach, które wyniósł do piwniczki na wina. Plastry wosku ułożone w miskach na kredensie obsychały i czekały, aż – przetopione – staną się świeczkami lub, po wymieszaniu z oliwą z oliwek i sprasowaniu, posłużą za mydło. Gwałtowne burze trafiły do puszek wraz z powidłami.
Wspomnienia skapywały na sosnową podłogę. Łzy zmieniały się w krople potu. Escoffier nie zwracał na to uwagi. Był zbyt zajęty spisywaniem swoich wspomnień. Monte Carlo na nowo rozkwitło, a wraz z nim, niespodziewanie, również La Villa Fernand. Monte Carlo było niczym skalista wyspa niesiona przez nieskazitelny błękit wód Lazurowego Wybrzeża w stronę Prowansji. Ozdobione willami i rezydencjami tonącymi w kwiatach bugenwilli było fortecą, magicznym deserem, surrealistycznym tortem weselnym zwieńczonym pozłacanymi kasynami, hotelami i kawiarniami, które rozjaśniały noc, jakby utkane z cukru i zbłąkanych gwiazd. Należąca do Escoffiera La Villa Fernand, okazała rezydencja z kamienia, rozciągała się wzdłuż krętej linii wybrzeża. Każdego wieczoru nad horyzontem zbierały się chmury i spychały różowe słońce w przejmujący szum błękitu, prosto do morza. (…)

__________________________

Prezent idealny dla Sarah – rzadka biała trufla z Alby. Jej historia była czarująca. Zwęszyła ją Louie, dość leniwa, choć ceniona różowa świnia. Znalazła truflę przez przypadek pod koniec grudnia poza sezonem. (…).
Escoffier był w Paryżu i pracował nad kolejną książką – tym razem dla gospodyń domowych – choć zaledwie kilka lat wcześniej wyszło czwarte wydanie Le guide culinaire. Planował również obchody osiemdziesiątej rocznicy swoich urodzin: trzecią podróż do Ameryki.
– Wiek nie ma żadnego związku z produktywnością.
Sarah również była w Paryżu, znów kręciła filmy. Jedna noga. Jedno płuco. Jedna nerka. Z upływem lat traciła kolejne części siebie, ale nie robiło jej to różnicy. „Dopóki mogę mówić, mogę pracować”.
Kochała kino. Jej debiutancki film Le duel d’Hamlet był jednym z pierwszych niemych filmów wyświetlanych przy akompaniamencie muzyki z cylindra Edisona. Ponad dwie dekady i blisko tuzin produkcji później miała 79 lat i grała w filmach dźwiękowych. Jej dom przy Boulevard Pereire został przerobiony na plan filmowy.
„Będę opierała się na poduszkach, a kamery będą krążyły wokół mnie – napisała do Escoffiera. – To dzięki spalaniu się zdobywamy bogactwo”.
– Wiek nie robi żadnej różnicy – powiedział Escoffier gospodarzowi. – Dzięki pracy pozostajemy młodzi.
Biała trufla była wielkości orzecha laskowego, twarda i aksamitna w dotyku. Escoffier kazał gospodarzowi wystawić za nią rachunek hotelowi Ritz, choć odszedł z firmy wiele lat wcześniej. „Przynajmniej tyle mogą zrobić po tym, ile ja dla nich zrobiłem”, pomyślał. Trufla była warta setki franków, o wiele więcej, niż miał do dyspozycji. Była tak idealna dla Sarah, że musiał ją zdobyć. (…)
Minęły prawie cztery miesiące od dnia, od kiedy truflę wyjęto z ziemi. Za każdym razem gdy Escoffier otwierał szafę, starał się nie myśleć, że trufla tam jest, ale nie potrafił. Czekała, więdła. Dręczyła go ta świadomość. Wiedział, że po tak długim czasie ryż wchłonął ostatnie resztki smaku i że prawdopodobnie nie był w stanie zachować ulotnego piękna trufli w swoich ziarnach.
Mimo to – gdy Maurice w końcu zadzwonił – Escoffier delikatnie chwycił szklany słoik i włożył go do aksamitnego woreczka. „Cokolwiek odkryjemy, odkryjemy to wspólnie”, pomyślał i złapał pierwszą taksówkę do domu Sarah przy Boulevard Pereire. (…)
Escoffier drżał, gdy Maurice prowadził go do leżanki Sarah. Pocałował ją w różowe, umalowane policzki.
– Legenda pozostaje zwycięska, historia nie – szepnęła.
– Jesteś głodna?
– A ty nie?
Syn zawiózł ją na wózku do kuchni i zostawił ich samych.
Była tam butelka moeta w lodzie, chłodziła się. I jajka. Sześć. Czosnek. Śmietana. Escoffier otworzył aksamitny woreczek.
– Jest niezwykła – powiedział. – Tak jak ty.
Jednak gdy wysypał ryż, poczuli powalający smród, jak ze starego kurczaka. Escoffier przeciął truflę. Zrobiła się pomarańczowa jak glina i krucha.
– Quand meme – powiedziała na to Sarah i roześmiała się: szczerze i ogniście.
On także się roześmiał.
Jajka leżały nieugotowane. Nikt nie wypił szampana.
Za oknem Paryż, miasto dymu i jedwabiu, milczał.
– Kocham cię, Kucharzu – powiedziała.
– Szefie.
Ponad cztery tysiące razy Sarah umierała na scenie, ale nic nie przygotowało jej na prawdziwą śmierć. Było tak cicho. „Myliłam się”, pomyślała. Następnego dnia kamera uchwyciła w niej zmianę: lekkie rozdarcie, potknięcie. Przerwano kręcenie sceny. Sarah zaniesiono do łóżka. Tłumy gromadziły się przed jej domem przez długie dni. Czekały. Maurice co godzinę zdawał relację.
– Potrzymam ich w niepewności – powiedziała. – Dręczyli mnie całe życie, teraz ja ich podręczę.
Gdy zabiły dzwony i cały Paryż wyległ z płaczem na ulice, Escoffier nie dołączył do tłumu. Nie mógł.
Nadszedł czas, żeby wrócić do domu.



Książkę polecają:

Beata Tyszkiewicz:
Nie ma bardziej smakowitej lektury!
Ta książka pozwoliła mi przeżyć chwile wiary w uczucia i pasje.


Michel Moran, francuski szef kuchni i restaurator, juror programu MasterChef:
Wyśmienita opowieść o miłości, jedzeniu i miłości do jedzenia.
A. Escoffier – mój mentor kulinarny.


Robert Sowa:
„Białe trufle” to wielka uczta, nie tylko smakowita opowieść o miłości, francuskiej kuchni i miłości do jedzenia. To przede wszystkim zmysłowa historia o jednym z najlepszych szefów kuchni we Francji - Auguście Escoffierze. Wykwintna lektura, polecam!
Fundacja Klub Szefów Kuchni

.....................................................................................

A teraz czas na KONKURS

Od wydawnictwa otrzymałam mały słoiczek białych trufli, z dodatkiem których przygotowałam poniższe danie* Wspaniałe na kolację przy świecach lub Walentynki. Proste, pyszne i aromatyczne.


Zadanie konkursowe polega na wymyśleniu nazwy dla poniżej prezentowanego dania. 5 najbardziej kreatywnych pomysłów zostanie nagrodzonych książką "Białe trufle" Nicole Mary Kelby. Jedna osoba może zaproponować tylko jedną nazwę. Swoje pomysły (razem z adresem email) zostawiajcie pod tym postem. Konkurs trwa do niedzieli 27 stycznia 2013. W czwartek, 31 stycznia, ogłoszę zwycięzców :)


Składniki na 1 porcję:

125 g makaronu linguine
sól do smaku
1 jajko
3 łyżki gęstej tłustej śmietany (dałam creme fraiche)
3 łyżki utartego sera parmezan
kilka kropli oliwy z białych trufli albo do smaku
świeżo zmielony czarny pieprz
1 łyżka (15 g) masła

Nastawić w garnku wodę na makaron, a kiedy zacznie wrzeć, posolić ją obficie przed włożeniem makaronu. Gotować makaron o dwie minuty krócej, niz zaleca się na opakowaniu.

W misce roztrzepać jajko ze śmietaną i startym parmezanem, dodać kilka kropli oliwy z białych trufli i świeżo zmielony biały pieprz.

Kiedy nadejdzie pora odcedzenia makaronu należy sprawdzić, czy jest ugotowany al dente. Tuż przed odcedzeniem należy tez odlać trochę wody z gotowania makaronu i zachować ją na później.

Odcedzony makaron ponownie włożyć do garnka, postawić go na kuchence, ale należy zgasić ogien. Dodać do makaronu masło i około 1 łyżki zachowanej wody. Starannie wymieszać.

Następnie wlać do makaronu jajeczną miksturę i mieszać cały czas, dopóki makaron nie będzie delikatnie i starannie nią pokryty. Spróbować nakaron, żeby sprawdzić, czy nie trzeba go dosolić lub dodać trochę oliwy truflowej.

Przełożyć makaron na talerze i podawać.


*źródło: Nigella Lawson "Kuchnia. Przepisy z serca domu"

38 komentarzy:

  1. pełnia smaku... czyli po prostu Truflowa Blondynka :) oto moja propozycja :)
    mój adres mailowy to kuchennawiewiora@onet.eu.
    pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawdziwie królewskie danie, czysta "Rozkosz Sarah". Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. A może.... "Truflowa Impresja" ? :)
    joanna.paktonis@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  4. moja propozycja to " Uniesienie smakiem" pozdrawiam, Doris dorota.foremska@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka zapowiada się bardzo smakowicie. A nazwa dania, jak dla mnie to: "Raz na truflowo!".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze mój e-mail: droczilka@gmail.com

      Usuń
  6. Moja propozycja to "Chwila zapomnienia". Pozdrawiam, Olka
    Mój adres: napady.olki@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Moja nazwa to "Pasta, truflowa omasta i..basta"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dołączyłam do grona zapominalskich, ale już się poprawiam:): marcyska2002@gmail.com

      Usuń
  8. Majko,
    ta książka już wędruje do mnie!
    Dzisiaj ma premierę w EMPIK-u.
    Wspaniale,że będziemy ją razem czytać.
    Makaron piękny!
    Ściskam Cię.

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetna książka. A Twoje danie nazwałabym "Białej trufli czar".
    parysowawawa@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Twoje 'linguine z truflowym ornamentem' doaromatyzowało mi poniedziałek :) Książka też brzmi świetnie. Swoją drogą marzy mi się wyprawa na trufle z taką małą świnką na smyczy... Peter Mayle o truflobraniu pisał dość sporo, to on rozbudził takie we mnie pragnienia. Pozdrawiam!
    wsezonie@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  11. tą piękną potrawę nazwałabym prosto: Pasta e tartufo bianco. Po czar tkwi nie w nazwie, a w recepturze. Pozdrawiam :)
    aleksalasota@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  12. MACARONE PARMEZANO mnie ta nazwa najbardziej przekonuje,pozdrawiam,maja38. Marzena_ john@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  13. skoro "linguine" to dosłownie "języczki", proponuję nazwę:
    biała trufla na języczkach

    :)

    aneecia94@vp.pl

    OdpowiedzUsuń
  14. Trufle to afrodyzjak. Nazwa dania nie może być inna jak ; Rozpalone zmysły.
    joanna.matysik1@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Kremowy makaron z białą truflą.
    Jak zaczęłam czytać składniki nie mogłam sobie tego wyobrazić ale jak przeczytałam opis wykonania to prawie poczułam w ustach ten maślano serowy smaczek kremowego makaronu z akcentem trufli. Z truflą czy bez.. muszę tego spróbować..
    venkarb@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Moja propozycja to "Trufelguine " . Oj, wyobrażam sobie, jak to musi smakować :)

    OdpowiedzUsuń
  17. A może "makaronowe białe TrufLove"? Wygląda apetycznie :)
    Pozdrawiam!

    milka1204@op.pl

    OdpowiedzUsuń
  18. 'Truflowo kremowy zawrót głowy'
    Pyszne danie i niezwykle smaczna książka:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Tartufo, amore mio!!! auril@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  20. Majko :)

    wspaniały makaron ;*
    buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  21. "Truflowa inspiracja" - iwona_k_84@vp.pl

    OdpowiedzUsuń
  22. JAK DLA MNIE NIC INNEGO O TEJ PORZE ROKU JAK NAZWA ... "białe szaleństwo..." POZDRAWIAM martaniemczewska@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  23. witam!!! "SMAK CIAŁ..." pleszew@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  24. A może "Linguine zauroczony truflą" ? iwona.mail@interia.pl
    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  25. Muszę upolować książkę a makaron zapewne smakuje bosko...:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Joanna
    Biała Truflowa Dama

    chemasia@poczta.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  27. Witam!

    A ja zaproponuję nazwę "Francuski numerek".

    Pozdrawiam serdecznie!
    Renata D. - sheyla888@op.pl

    OdpowiedzUsuń
  28. "Linguine pachnące truflą" - brzmi intrygująco, bo... Jak opisać zapach trufli? Tego aż chce się posmakować! :)

    ania.liniewska@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  29. Skoro tylko zapach trufli to może " Piggy was here". ;) Pozdrawiam. roj@poczta.fm

    OdpowiedzUsuń
  30. "Makaronowa POKUSA :)" - tak powinno się nazywać, bo kusisz Majeczko, kusisz :) te trufle i ten kremowy pyszny ... Ach.
    kucharzytrzech@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  31. "Linguine skąpane w białej trufli"
    nikola_kon@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  32. Moja nazwa to Francuski pocałunek.

    A to mój adres e-mail: krystyna.klobut@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  33. Biała poświata. Śnieżne muśnięcie.

    OdpowiedzUsuń
  34. Majko, czy masz jakies wieści o wysyłce nagród w tym konkursie? Książka do mnie jeszcze nie dotarła......

    OdpowiedzUsuń